zamknij

Spotkanie organizacyjne szkoły tańca Bałtyckiego Teatru Tańca

08-09-2015

 Informujemy, iż zebranie organizacyjne i zapisy do szkoły tańca Bałtyckiego Teatru Tańca odbędą się 21 września (poniedziałek) w budynku Opery Bałtyckiej (wejście od ul. Towarowej) w dużej sali baletowej, grupy dziecięce i młodzieżowe o godz. 17:30 oraz dorośli o godz. 18:00.

Serdecznie zapraszamy wszystkich zainteresowanych!

 

zamknij
drukuj

Giuseppe Verdi

libretto Francesco Maria Piave wg Damy Kameliowej Alexandra Dumas syna
premiera 5 marca 2011

kierownictwo muzyczne
José Maria Florêncio (marzec 2011)
Jan Latham-Koenig (czerwiec 2011)
Tadeusz Kozłowski (październik 2011; listopad 2012, grudzień 2014)
Marco Guidarini (styczeń 2012)
Andriy Yurkevych (grudzień 2013)
reżyseria Karolina Sofulak
scenografia Hanna Szymczak
choreografia Roman Komassa
światła Piotr Miszkiewicz
projekcje multimedialne Marek Zygmunt
przygotowanie solistów Francesco Bottigliero, Liana Krasyun-Korunna, Dorota Artykiewicz-Skrla

czas trwania 2 h 45' (dwie przerwy)

oryginalna wersja językowa / tłumaczenie wyświetlane nad sceną
 
 
obsada 3, 4 października 2015:
 
Violetta Aleksandra Kubas-Kruk  
Alfredo Paweł Skałuba  
Flora Karolina Sikora  
Germont Leszek Skrla  
Annina Julia Iwaszkiewicz  
Gaston Aleksander Kunach  
Baron Daniel Borowski  
Markiz Bartłomiej Misiuda  
Doktor Piotr Nowacki  
Przechodzień / Gość Rafał Sambor  
Ogrodnik Krzysztof Rzeszutek  
Cyganka Elżbieta Czajkowska-Kłos  
 
oraz
Bałtycki Teatr Tańca, Chór i Orkiestra Opery Bałtyckiej
dyrygent Jakub Kontz
 

 
 

 

czytaj więcej

"Tak się dziwnie składa, że bohaterkami trzech najważniejszych arcydzieł operowych tworzących fundament tego gatunku są kobiety, które z jednej strony mogą być wzorem charakteru, wytrwałości, wierności wobec swoich uczuć, a z drugiej ich status społeczny nie odbiega od zwykłych prostytutek.

To dosadne określenie może wywoływać oburzenie nie mniejsze niż to, które otaczało skandalizujące premiery tych utworów. Narodzinom scenicznym wspomnianych dzieł towarzyszyło oburzenie z powodu pokazywania eleganckiej publiczności operowej losów „kobiety upadłej”. Oczywiście, dyskusja wokół odróżnienia kurtyzany, czy gejszy, czy swobodnie dobierającej kochanków pracownicy fabryki cygar od ladacznicy jest wciąż nierozstrzygnięta, ale nawet zakładając, że lekko naciągamy naszą tezę, sprawa wydaje się godna uwagi. Fascynacja najstarszym zawodem świata w sztuce jest tak stara jak sama sztuka, czyli niewiele młodsza od owego zawodu. Spór o ocenę zjawiska prostytucji, jego plusów i minusów, legalności i nawet podstawowej definicji trwa non stop.
 
Nie chcemy dolewać oliwy do spornego ognia. Naszą uwagę pragniemy skupić na fascynującym paradoksie połączenia w jednej osobowości wysokiego poziomu moralnego Traviaty, Butterfly i Carmen z ich niskim poziomem seksualnej czystości. Wszystkie w różnym stopniu czerpały korzyści majątkowe zaspokajając męskie pożądanie. Każda z nich stanęła w obliczu wyboru pomiędzy dalszym uprawianiem komercyjnego seksu, a dochowaniem wierności swoim nieoczekiwanym uczuciom. Każda z nich wybrała rozwiązanie szlachetne i każda z nich zapłaciła za to życiem. Tragiczny finał tych trzech oper porusza niezliczone rzesze widzów tym bardziej, że w pierwszych scenach poznaliśmy nasze bohaterki w sytuacjach nie wzbudzających litości. Wręcz przeciwnie. Jesteśmy początkowo skłonni do lekkiej pogardy wobec nich. Rozbawiona Violetta w pierwszym akcie jest przez kompozytora po mistrzowsku przedstawiona jako nonszalancka, zepsuta kobieta zajęta blichtrem i flirtami. Dopiero w arii ujawnia swoje prawdziwe oblicze i niezwykle dramatyczne brzmienie. Dzięki stopniowemu odsłanianiu przed nami zalet jej charakteru kompozytor pozwala, byśmy w drugim akcie wspólnie z ojcem Alfreda zostali zaskoczeni szlachetnością osoby, którą poznaliśmy jako kobietę lekkich obyczajów. Jej heroiczna decyzja wyrzeczenia się osobistego szczęścia w imię honoru i dobra rodziny ukochanego mężczyzny wprawia nas w podziw tak jak Germonta i budzi się w nas to samo uczucie empatii. W finale kochamy Violettę, a jej przeszłość, kiedy handlowała ciałem, nie ma dla nas znaczenia. Umiera na naszych oczach oczyszczona z wszelkich negatywnych ocen, wybielona tak, że chór mógłby jej, jak w Małgorzacie - dzieciobójczyni w Fauście, zaśpiewać „Zbawiona!”
 
Czyż nie jest tak, że gmach społecznej moralności nie ustałby ani chwili, gdyby nie fenomenalna zdolność nasza do miłosierdzia, wybaczania, ekspiacji, spowiedzi i tych wszystkich narzędzi, dzięki którym grzesznicy mogą powracać na niwę cnoty? Mało jest tak przejmujących i pięknych aktów w kulturze człowieka, jak ta zdolność odradzania się etycznego po beznadziejnych, wydawałoby się, upadkach. Wszystkie dziedziny sztuki karmią się tym płodnym tematem i wiele można wymienić arcydzieł, w których zamiana potępienia we współczucie jest źródłem oczyszczających emocji. Teatr jako szczególne miejsce katharsis jest predestynowany do tych wzniosłych chwil, kiedy identyfikacja z tragiczną postacią daje szansę naprawienia ubytków we własnym sumieniu. Czy to w ogóle jeszcze jest komukolwiek potrzebne? - spyta ktoś zdeformowany współczesną tendencją zezwalania wszystkim na wszystko w imię wyższości demokracji. Po cóż nam sumienie, które jest elementem ograniczania naszej wolności w imię dobra powszechnego, czyli w domyśle „nie naszego”. O zabójczy domyśle! Skąd się to do nas przyplątało? Przecież ta jedność „naszego” i „powszechnego” jest jednym z największych osiągnięć rozwijającej się mozolnie cywilizacji. Skoro więc znajdzie się garstka niezłomnych, którzy uważają, że sumienie jest fundamentalnym składnikiem człowieczeństwa, to azylem dla tej garstki może się stać teatr. Kiedy więdną stare religie, a filozofowie rozkładają bezradnie ręce w poczuciu klęski etyki wykutej w kuźni rozumu, właśnie poezja, teatr, muzyka i piękno sztuki stają się obszarem, gdzie szansa na przechowanie wartości w stanie czystym daje nadzieję na przyszłość. Oczywiście, jeśli będziemy dysponować jakąś minimalną ilością artystów, którzy mają poczucie misji mówienia prawdy i nazywania rzeczy po imieniu. Nie manipulacje i zabawa formą, nie gra szklanych paciorków, tylko odwaga sentymentu, siła obnażania własnych wzruszeń, niechęć do kłamstwa i szamaństwa mogą prowadzić do skutecznej terapii. Ale cóż to za prawda zawarta jest w miłosierdziu? Jaki pożytek ma człowieczeństwo z dramatycznego zwrotu w postępowaniu złego człowieka, który nagle zaczyna być dobry? Czemu fascynuje nas powrót do życia cnotliwego bardziej niż cnotliwe życie samo w sobie? Czyżbyśmy wszyscy byli jakoś grzeszni? „Kto z was jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem” powiada Jezus do tłumu otaczającego jawnogrzesznicę. Nikt nie rzucił. Każdy jest grzesznicą, tyle, że mniej jawną. W jawności tkwi więc występek. Wszyscy jesteśmy ladacznicami niejawnymi. Kiedy ta jawna, potępiona, nawraca się i ujawnia moralne zalety, czujemy, że i dla naszych występnych myśli i niejawnych uczynków istnieje być może jakaś możliwość zmazania ich i odkupienia. Jakaż słodka wdzięczność wypełnia wtedy nasze serca i przez czas pewien żyjemy lepiej, godniej, pewniejsi siebie, odważniejsi w głoszeniu swojego Ja. A czegóż można chcieć więcej? Stąd być może sukces tematu szlachetnych ladacznic i bezkonkurencyjny aplauz dla Traviaty, Butterfly i Carmen oraz tuzina im podobnych uwiecznionych w operach może z nieco słabszą muzyką, ale też pełną pięknych momentów. „Płacz, płacz” – śpiewa Germont do odmienionej moralnie Violetty, czego i my życzymy naszej drogiej publiczności".

Marek Weiss
 
 
Streszczenie
 
Akt I

W jednym z paryskich domów uciech na początku dwudziestego wieku trwa ostatni z wieczorów, jakimi wszyscy stali bywalcy cieszyli się dotychczas. Przybytek ten ma właśnie tej nocy zostać zakupiony przez Florę Bervoix, która przybywa w towarzystwie swego utrzymanka, eleganckiego markiza d'Obigny. Wśród gości jest też baron Douphol, od wielu już miesięcy roszczący sobie wyłączność do towarzystwa najpiękniejszej z zatrudnionych tu kurtyzan, Violetty Valéry. W wyniku starań wicehrabiego Gastona de Letorieres, który zawsze potrafi zapewnić najlepszą rozrywkę swym przyjaciołom z półświatka, na przyjęcie trafia także młody i nieobyty jeszcze Alfredo Germont – prosto z Prowansji, po raz pierwszy sam w Paryżu. Violetta, rozczarowana tym, iż baron pozostaje wobec niej chłodny, zdystansowany i nie potrafi odwzajemnić jej uczucia, zwraca uwagę na rozpalonego żądzą Alfreda, którego co prawda nie stać nawet na nocleg w Paryżu, ale który z żarem opowiada niestworzone rzeczy o miłości, krzyżach, rozkoszach i pulsach wszechświata. Zabawa toczy się w najlepsze, tymczasem Violetta, zawsze tak wesoła i beztroska, powoli gaśnie. Nikt z zebranych nie zdaje sobie sprawy, że najsłynniejsza paryska kurtyzana toczona jest śmiertelną chorobą. Jej tajemnicę zna tylko Annina – służąca w domu uciech, która przychodzi Violetcie z pomocą. Po wyjściu gości, przygnębiona kolejną kłótnią z baronem i wzruszona nieporadnymi zalotami Alfreda, Violetta ulega mu i postanawia zerwać z dotychczasowym życiem.

Akt II

Alfredo, od trzech miesięcy wesoło przepijając i przegrywając w karty majątek Violetty chwali się Gastonowi, jak dobrze mu z kochanką. Męski poranek przerywa Annina, przyjaciółka Violetty, którą ta uratowała od losu kobiety sprzedajnej. Dziewczyna wyrzuca Alfredowi, że pieniądze topnieją i że Violetta musi wyprzedawać swoje kosztowności, by go utrzymać. Upokorzony Alfredo postanawia zdobyć brakujące środki finansowe i obaj z Gastonem pospiesznie wyruszają do Paryża. Tymczasem w domu Violetty zjawia się stary Germont, ojciec Alfreda, któremu udało się wreszcie odszukać swego marnotrawnego syna. Kiedy okazuje się, że to Violetta sponsoruje Alfreda, a nie na odwrót, jest zaskoczony. Żąda jednak od niej, by zerwała z młodzieńcem, ponieważ jego nieobyczajne prowadzenie stoi na przeszkodzie planom matrymonialnym siostry, młodszej córki Germonta. Violetta wpierw opiera się, gdyż jak tłumaczy Germontowi, Alfredo sprawia, że wreszcie czuje się kochana i szczęśliwa. Wierzy, że dzięki miłości Alfreda uda jej się odsunąć myśli o nadchodzącej śmierci. W końcu, przekonana argumentami surowego, acz prawego Germonta, zgadza się zostawić Alfreda, dla jego własnego dobra. Wróciwszy do domu, Alfredo znajduje list, w którym Violetta wyznaje mu, że wraca do swego dawnego kochanka, barona. Za nic mając rady i upomnienia ojca, wściekły młodzieniec rusza do miasta, odzyskać Violettę, bądź pomścić zniewagę.

Akt III

W wyremontowanym przez Florę dawnym domu uciech, a obecnie ekskluzywnym kasynie, odbywa się inauguracja nowego lokalu. Zabawa jest szampańska. Gaston, jak zwykle nie sprawiając przyjaciołom zawodu, sprowadza „rozrywkę” – obszarpaną cygańską żebraczkę z córeczką. Okrutny paryski światek każe kobiecie tańczyć ku swej uciesze. Na ratunek przybywa jej liczna rodzina – cygańska banda okrada i zastrasza eleganckich gości. Po ucieczce Cyganów towarzystwo stara się pokryć zmieszanie i wraca do gry w karty. Pojawia się Alfredo, a zaraz po nim baron z Violettą. Atmosfera robi się napięta, gdy dwóch rywali staje do gry o wysoką stawkę oraz prawo do Violetty. Kiedy goście wychodzą do jadalni na kolację, Violetta wykorzystuje ten moment, by porozmawiać z Alfredem na osobności.
Boi się, że jej obecny opiekun, doprowadzony do wściekłości, wyzwie rozgoryczonego młodzieńca na pojedynek. Błaga Alfreda, by odszedł. Sprowokowana jego gorzkimi słowami postanawia skłamać i powiedzieć mu, że nadal kocha barona. Słysząc to, Alfredo wzywa wszystkich gości na świadków i publicznie upokarza Violettę, płacąc jej za wspólnie spędzony czas pieniędzmi, które wygrał tej nocy w karty od barona. Niespodziewanie w kasynie pojawia się stary Germont, który karci syna za to, jak niegodnie ten potraktował Violettę.

Akt IV

Minęły miesiące. Violetta, na dobre porzuciwszy paryskie życie, powoli umiera, w towarzystwie wiernej Anniny. Czyta list od starego Germonta, w którym ów mówi jej, że wyznał synowi prawdę. Poznawszy kulisy odejścia Violetty, Alfredo spieszy, by połączyć się z ukochaną. Jest jednak za późno.
Pokonana przez chorobę Violetta rozlicza się ze swą przeszłością, przepełniona żalem do losu, który każe odejść jej właśnie teraz.
Przybywa Alfredo, z pierścionkiem zaręczynowym i poczyna snuć opowieści o beztroskim życiu, jakie będą wiedli, nazbyt zaślepiony, by zauważyć, że Violetta jest już na granicy śmierci. Po chwili pojawia się też Germont, torturowany wyrzutami sumienia. Violetta żegna się z nimi i wyczerpana przestaje walczyć, przyjmując śmierć z godnością.